Autor Wątek: Procedury w Ratownictwie Drogowym  (Przeczytany 10275 razy)

Offline MIKO

  • Global Moderator
  • *
  • Wiadomości: 4.391
Procedury w Ratownictwie Drogowym
« dnia: Kwiecień 06, 2008, 23:43:25 »
Może coś nowego , bo ostatnio tylko dmuchamy wentylatorami .

Temat ratownictwa drogowego był już nie raz poruszany na tym forum . Zajmowaliśmy się różnymi przypadkami i metodami .

Chciałbym jednak abyśmy tutaj podyskutowali o procedurach w ratownictwie drogowym – tych pisanych których w Polsce mało , tych zagranicznych których kilka znam , a przede wszystkim tych nie pisanych wypracowanych przez wiele lat przez dowódców przed którymi od początku lat 90 stanął problem organizacji akcji ratowniczych na drogach .

Liczę że każdy z Nas opracował jakiś własny schemat może styl postępowania , jakąś metodykę , zasady ?

A może każdą akcje traktujecie indywidualnie na bieżąco reagując na zastaną sytuacje ?

Podzielcie się swoimi doświadczeniami i przemyśleniami w tym temacie .

Pozdrawiam MIKO

Offline zero-11

  • Search & Rescue
  • VIP
  • *
  • Wiadomości: 2.662
  • 84810
Odp: Procedury w Ratownictwie Drogowym
« Odpowiedź #1 dnia: Kwiecień 07, 2008, 17:07:15 »
No cóż, nie mogę wypowiedzieć się na temat dużych wypadków na głównych szlakach krajowych. Przewozy ADR-owski, lądowania śmigłowca LPR.. raczej mnie nie dotyczą. Moja jednostka zabezpiecza jedną z centralnych dzielnic dużego miasta, więc ograniczam się głównie do kolizji, zdarzeń z udziałem 2, 3 samochodów osobowych, czasem wypadki z udziałem pojazdów szynowych (i to tylko tramwai).
Kolejna sprawa, że jadąc dwoma zastępami do zdarzenia we własnym rejonie nie mam problemu z brakiem ratowników. Oba zastępy obsadzone, więc jest kim od razu wdrażać wszelkie znane procedury. A i tak większość akcji traktujemy indywidualnie, no może poza zabezpieczeniem miejsca zdarzenia, kiedy zawsze jeden z ratowników ma za zadanie wydzielić pas czy dwa pachołkami, i zabezpieczeniem samych pojazdów.
Kolejny plus to szybkość dojazdu ekip pogotowia ratunkowego. Zazwyczaj jesteśmy w tym samym czasie, względnie czekamy na nich nie dłużej niż 5 min.
Wiec, jak wspomniałem wydzielenie miejsca działań, jeden z kierowców zajmuje się zabezpieczeniem pojazdów (aku, gaz). Drugi ewentualnie załącza pompę (szybkie natarcie rozwijam profilaktycznie przy każdym wycieku). Pozostali ratownicy według potrzeby - przygotowanie sprzętu do wycinki, stricto działania techniczne i asekuracyjne, zabezpieczenie poszkodowanych, stabilizacja..
Praktycznie wszystko poza działaniami typowo ratowniczymi (wycinanie ewentualnych poszkodowanych) można podczepić pod pewne ustalone procedury.
Co do samej pracy urządzeniami ratowniczymi - nie ma na to procedur. Oczywiście można trenować usuwanie drzwi, boku, dachu etc, co procentuje później przy rzeczywistych działaniach.. ale w tym zakresie każdy przypadek rozważam indywidualnie. Zazwyczaj robimy nie więcej niż potrzeba - wystarczy usunąć jeden element, to usuwam. Wystarczy mocniej szarpnąć za klamkę to robię to. Raz zdarzyła mi się dłubanina, nie mająca odzwierciedlenia w żadnych szkoleniach. Samochód wyglądał jak zmielona puszka z osobami w środku i trzeba było "kroić" go małymi kawałkami. Dlatego właśnie uważam, że nie wszystkiego da się przekazać ratownikom i czasem po prostu trzeba odejść od wyuczonych procedur i zdać się na żmudną robotę.

IT'S NOT SOMETHING YOU DO. IT'S SOMETHING YOU ARE!

Offline Pedros

  • VIP
  • *
  • Wiadomości: 1.023
Odp: Procedury w Ratownictwie Drogowym
« Odpowiedź #2 dnia: Kwiecień 07, 2008, 19:25:40 »
Zauważyłem (przynajmniej w moim rejonie), że nie stabilizuje się już pojazdów. Jeszcze kilka lat temu jakiś klinik z przodu i z tyłu był normą a teraz najpierw koledzy tną a kiedy maluszek zaczyna uciekać myślą o stabilizacji.  A jak jest u was? Czy stabilizacja takich lekkich pojadów jak maluch nie powinna być standardem? Fakt że czasem brakuje rąk do pracy ale jak spokojnie stojący pojazd pod wpływem używania rozpieraków zaczyna uciekać to robią się niezłe jaja... A publika patrzy...

Offline 085

  • Strażak Sam
  • *
  • Wiadomości: 423
Odp: Procedury w Ratownictwie Drogowym
« Odpowiedź #3 dnia: Kwiecień 07, 2008, 20:35:11 »
Zauważyłem (przynajmniej w moim rejonie), że nie stabilizuje się już pojazdów.

To sie skonczy, jak komus zmiazdzy stope  :wacko:

Cytuj
Jeszcze kilka lat temu jakiś klinik z przodu i z tyłu był normą a teraz najpierw koledzy tną a kiedy maluszek zaczyna uciekać myślą o stabilizacji.  A jak jest u was? Czy stabilizacja takich lekkich pojadów jak maluch nie powinna być standardem? Fakt że czasem brakuje rąk do pracy ale jak spokojnie stojący pojazd pod wpływem używania rozpieraków zaczyna uciekać to robią się niezłe jaja... A publika patrzy...

Piszesz o OSP, PSP czy ogolnie ? Zenada i brak slow... do zdjecia auta stojacego stabilnie na kolach dachu klocki nie sa niezbedne, ale jezeli tniemy np. prog pod uwolnienie nog kierowcy... albo auto moze zaczac sie staczac... brr, stabilizacja jest niezbedna - gdy konieczna, oczywiscie :)

A co do 'kilka lat temu', to mysle, ze z czasem rutyna wyparla procedury - i tyle, nie chce sie chlopakom biegac z klockami i tyle.

Offline MIKO

  • Global Moderator
  • *
  • Wiadomości: 4.391
Odp: Procedury w Ratownictwie Drogowym
« Odpowiedź #4 dnia: Kwiecień 07, 2008, 21:04:00 »
Na temat moich doświadczeń i zasad może trochę później .

Ale już natrafiamy na pierwszy ważny problem - stabilizacja – czynność wymagana , a nie stosowana , dlaczego ?

Po pierwsze z braku doświadczenia – widziałem już akcje gdzie zadanie proste polegające na odcięciu dachu i wydobyciu poszkodowanej przerodziło się w katastrofę i 40 min. kombinowania jak się podłoga samochodu złożyła po wykonaniu tej czynności i uwięziła skutecznie poszkodowaną . Byłem świadkiem kilku takich porażek. Więc stabilizacja na pewno tak .

Po drugie z braku odpowiedniego wyposażenia – stosowane powszechnie – a często jedynie – popularne schodki tak nie do końca się do tego w pełni nadają – bardziej do zabezpieczenia czynności unoszenia pojazdu niż jego stabilizacji w przypadku rozcinania . Po prostu często i gęsto przeszkadzają choćby w usuwaniu drzwi .  Więc deski i klocki to rzecz wymagana na wozie u każdego przyzwoitego dowódcy i to nic że koledzy się śmieją że skład drewna wozimy .

Pozdrawiam MIKO

Offline zero-11

  • Search & Rescue
  • VIP
  • *
  • Wiadomości: 2.662
  • 84810
Odp: Procedury w Ratownictwie Drogowym
« Odpowiedź #5 dnia: Kwiecień 08, 2008, 00:27:38 »
Zgadzam się, że stabilizacja to jednak niewdzięczne zajęcie, szczególnie w przypadku klinów schodkowych. Czasem po takiej "przemyślanej" stabilizacji samochód buja się jak kołyska;) a my straciliśmy jakieś 3 min.
Jeśli w skasowanym samochodzie większych szkód nie możemy już wyrządzić, to ja proponuję (na płaskim) walić wentyle. Ewentualnie zwykłe kliny samochodowe pod koła. Szybko i bez przykrych niespodzianek.
Jednak gdy samochód nie stoi na płaskim, nie stoi na kołach, lub kiedy osoba jest naprawdę parszywie zakleszczona wtedy starajmy się naprawdę solidnie wózek ustabilizować.

IT'S NOT SOMETHING YOU DO. IT'S SOMETHING YOU ARE!

Offline Pedros

  • VIP
  • *
  • Wiadomości: 1.023
Odp: Procedury w Ratownictwie Drogowym
« Odpowiedź #6 dnia: Kwiecień 08, 2008, 07:36:40 »
Zgadzam się z tym, że najlepiej używać takich zwykłych klinów jakie są na samochodach ciężarowych (przekrój półokrągły).
Myślę, że jeden temat to standardowe czynności podczas "zwykłego" wypadku czyli pojazd na kołach na w miare płaskim, stablinym podłożu, (wtedy kliny jako standard) a zupełnie inna sprawa to stabilizacja pojazdu leżącego na boku. Tu mam zawsze problem. Każda sytuacja jest inna. Szczęście jak pojazd leży przy jakimś drzewie czy słupie - wtedy jest do czego liną przymocować. Tak sobie myślę, że może nie byłoby głupie (gdyby wypdek był w terenie zalesionym) szybkie wycięcie drewnianego stempla. Nie musiałby być gruby (ok 15 cm) a rozwiązały sprawe przynajmniej od strony podwozia. Gorzej od strony dachu - nie ma o co oprzeć podpory, a jak jest na boku to jeszcze przeważnie paliwo się leje i pierwsze 3 minuty to istny kocioł...

Offline MIKO

  • Global Moderator
  • *
  • Wiadomości: 4.391
Odp: Procedury w Ratownictwie Drogowym
« Odpowiedź #7 dnia: Kwiecień 08, 2008, 16:37:35 »
Hmmmmmm

Tylko stabilizacja to niekoniecznie blokowanie kół  .

Cały problem polega że samochody nie są na ramie i często i gęsto podczas wypadku zostaje zachwiana  sztywność podwozia. W przypadku usuwania kolejnych elementów karoserii osłabiamy tą sztywność jeszcze bardziej . Szczególnie przy odcinaniu dachu oraz nacinaniu progów . By zapobiec złożeniu się podłogi, a co z tym związane w wielu przypadkach dalszemu przygnieceniu naszych poszkodowanych kokpitem czy fotelami trzeba to stabilizować .

Pozdrawiam MIKO


[załącznik usunięty przez administratora]
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 08, 2008, 16:42:42 wysłana przez MIKO »

Offline zero-11

  • Search & Rescue
  • VIP
  • *
  • Wiadomości: 2.662
  • 84810
Odp: Procedury w Ratownictwie Drogowym
« Odpowiedź #8 dnia: Kwiecień 09, 2008, 10:18:18 »
Zgadzam się z uwagą, że stabilizacja to nie tylko zablokowanie pojazdu przed przemieszczenie. Praktycznie przy nacinaniu progu w celu odchylenia przodu samochodu (deski rozdzielczej) prawidłowo osadzony klin czy klocek może wykonać połowę roboty za nas.

IT'S NOT SOMETHING YOU DO. IT'S SOMETHING YOU ARE!

Offline mirek1

  • Jeszcze nigdy w dziejach tak wielu nie mówiło tak wiele do tak wielu, mając do powiedzenia tak niewiele.
  • Weteran
  • *
  • Wiadomości: 940
  • "Tylko głupiec ma odpowiedź na wszystko."A.France
Odp: Procedury w Ratownictwie Drogowym
« Odpowiedź #9 dnia: Kwiecień 11, 2008, 00:01:02 »
Każdy zdarzenie na drodze jest inne , rodzaj uszkodzeń pojazdów również. Umiejscowienie wraku .Nigdy nie ma dwóch identycznie pogiętych pojazdów.Wiąże sie to ze zachowaniem równowagi między napięciami mechanicznymi elementów karoserii .
Więc niema typowych schematów działania/ przynajmniej ja ich nie mam/, a ktoś kto będzie próbował stworzyć to na pewno nie miał z takimi zdarzeniami za wiele do czynienia.Można stworzyć ogólne kierunki działania na wstępie prowadzonych działań ratowniczych, ale nie schemat działań krok po kroku jak ciąć co ciąć itp..
To tyle na wstępie moich uwag.
Oczywiście jak większość z nas: po pierwsze bezpieczeństwo własne/ zabezpieczenie miejsca zdarzenia- oznakowanie itp., jednocześnie rozpoznanie sytuacji i możliwości prowadzenia działań ratowniczych, następnie -występujące zagrożenia dla ofiar i ratowników,a tu dalej zaczyna się już improwizacja,uzależniona o tych czynników jakie wcześniej wymieniłem, zmierzająca do wydobycia osób poszkodowanych w sposób jak najbardziej bezpieczny dla nas jak i dla ofiar.Czasami niema czasu ,aby pojazd ustabilizować ,zwłaszcza gdy ma się 3 -4 strażaków  do dyspozycji na miejscu zdarzenia.Po wydobyciu ofiar zabezpieczenie tego co pozostało, aby nikomu znowu" krzywdy " nie zrobiło.
Tylko dwie rzeczy są nieskończone : wszechświat i ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej.
                                      Albert Einstein

Offline DEX

  • Strażak Sam
  • *
  • Wiadomości: 492
Odp: Procedury w Ratownictwie Drogowym
« Odpowiedź #10 dnia: Kwiecień 11, 2008, 20:40:50 »

•   Dojazd – podanie informacji wstępnej na stanowisko.
•   Zawsze zamykam ruch na drodze.
•   Kilkumetrowa strefa bezpieczna wokół rozbitego (-tych) samochodu – bez gapiów, doradców, krzykaczy, fachowców, kamer, aparatów, itp. – nawet „poszkodowanych”, którzy są w szoku odprowadzam na bok i zostawiam pod opieką swoich ludzi lub innych, żeby mieli ich na oku.
•   Policję wykorzystuję do pilnowania strefy, aby oprócz pogotowia nikt się nie kręcił i nie przeszkadzał.
•   Moje samochody również kilka metrów od rozbitych.
•   Rozpoznanie sytuacji co do potrzeb – ewentualni poszkodowani i jakie obrażenia, oraz jaki sprzęt będzie potrzebny – zazwyczaj robimy to we dwóch.
•   Podanie więcej informacji na stanowisko.
•   Pozostali – oznakowanie terenu – w nocy lampy błyskowe, przygotowanie sprzętu, ewentualne zabezpieczenie prądem piany.
•   Odłączenie akumulatora, sprawdzenie gazu – jeżeli jest.
•   Stabilizacja pojazdu w czterech miejscach (a tak na marginesie do stabilizacji jako podkładu można użyć węży 75 i 52 to jest na każdym gaśniczym, trzeba je tylko dobrze zwinąć) – prawdą jest, że samochód może się złamać w najmniej nieoczekiwanym momencie.
•   Jeżeli samochód jest w innej pozycji niż fizjologiczna do stabilizacji używam poduszek lub podpór budowlanych nastawnych – regulowanych, lub jednego i drugiego
•   Jak stabilizacja to niepotrzebne są kliny pod koła, nawet najlepsze wbicie podkładów bywa zawodne jeżeli nie upuści się przynajmniej trochę powietrza z kół – samochód stabilizowany musi „usiąść” na podkładach. Kliny używam do swoich jak trzeba coś wyciągnąć lub zablokować.
•   Jeżeli jest cięcie – wszystko co potrzebne przynoszone jest w jedno miejsce, wszystko co wycięte odnoszone na bok, żeby nie plątało się pod nogami.
•   Działania ratownicze wykonuje nie w więcej osób, niż tego wymaga sytuacja, reszta to pomoc nie obserwatorzy – mam zawsze pełne obsady.
•   Bierzemy czynny udział w wyciąganiu poszkodowanych, wsparciu, opiece – mam kilku dobrze wyszkolonych ratowników medycznych.
•   Zazwyczaj nie pozwalam wyciągać zwłok z samochodów, są od tego inne służby, robię im tylko dojście.
•   Jak jest pomoc drogowa – mam swoją nazwę – do strefy ich nie wpuszczam i nie sprzątam za nich.
•   Miejsce działań przed odjazdem przekazuję na piśmie Policji – jeżeli nie ma pomocy a Policjanci proszą o uprzątnięcie czegoś zawsze to robię – bo dobrze się z nimi układa współpraca.
•   Z przedstawicielami innych służb zawsze staram się rozmawiać przy innych.
Być może o czymś zapomniałem, ale każde zdarzenie jest inne i niektóre elementy występują przy każdym inne przy niektórych. Każdy ma swój standard postępowania, ja mam mniej więcej taki i staram się go trzymać.
W pewnych kwestiach zgadza się z tobą, ale są i takie, w których mam odmienne zdanie.

Offline MIKO

  • Global Moderator
  • *
  • Wiadomości: 4.391
Odp: Procedury w Ratownictwie Drogowym
« Odpowiedź #11 dnia: Kwiecień 15, 2008, 11:39:38 »
Z @DEX wypada mi się zgodzić , dodał bym jeszcze pewnie kilka czy kilkanaście  zasad – procedur np. nie wkładaj nigdy głowy pomiędzy poduszkę ,a poszkodowanego do czasu zabezpieczenia jej itp. , kilka zasad jest trochę książkowych , ale np. w sprawie zamknięcia ruchu drogowego – również mam taką zasadę ale stosuję ją tylko do czasu , aż nie zlikwiduje zagrożeń – a przede wszystkim nie zostaną zabrani z miejsca zdarzenia wszyscy poszkodowani .

Ale chciałem się odnieść na razie do wypowiedzi @mirek1 ,  oczywiście każda akcja jest inna , może mało wyjeżdżam , ale wprowadzenie pewnej metodyki postępowania opartej na pewnych zasadach jest wskazane , a wręcz wymagane . Dowodzenie dynamiczne na miejscu akcji wprowadza dużo chaosu , trudno każdemu ratownikowi przekazać na bieżąco  informacje i rozkazy o  zamiarze  taktycznym dowódcy , szczególnie że on sam ma sporą ilość obowiązków i zadań . Dla tego powinno dążyć się do wypracowania – nauczenia wśród ratowników reagowania na sytuację na bazie zasad postępowania .
Testowałem kilka lat taki schemat dzieląc obowiązki , zadania w zastępie już w trakcie dojazdu na miejsce zdarzenia ( tzw. rozkaz wstępny ) na bazie informacji  z PSK/MSK oraz kwalifikacji i doświadczenia poszczególnych ratowników. Jak na razie bardzo dobrze mi się to sprawdza – po kilku latach doszliśmy do takiej wprawy że prawie nie rozmawiamy ze sobą na wypadku – każdy metodycznie po kolei realizuje pewien schemat postępowania . Nauczyłem się tego na początku lat 90 w Holandii gdzie miałem okazje trochę podpatrywać coś co u Nas dopiero się rodziło . Działania realizowano tam w systemie  NIBR . Potem trochę to zmodyfikowałem do polskich realiów i stosuję na co dzień , ale również uczę na kursach .

Może kiedyś ukończę materiał na ten temat , bo na razie na wykładach używam strzępów różnych prezentacji – a parę osób dość mocno na mnie naciska by przygotować materiał szkoleniowy na ten temat – jednak jest to niezmiernie trudne do zaprezentowania z uwagi na konieczność pokazania pewnej dynamik reagowania na sytuację .

I jeszcze jedna uwaga koledzy – taki drobiazg, który działa na mnie jak płachta na byka , a jest bardzo często spotykaną praktyką – „jak starcza czasu”. Szanowni koledzy tych akcji z punktu widzenia sytuacji zastanej , jak i względów medycznych gdzie czas Nas naprawdę goni jest może 5 % ogółu . Oczywiście należy tu zauważyć dość mizerne jeszcze często przygotowanie Państwowego Ratownictwa Medycznego do reagowania w takich sytuacjach . Jednak w modelowym przypadku prawidłowej współpracy i prawidłowego działania – gdzie wstępna „obróbka” naszych poszkodowanych ma miejsce w pojeździe – czasu jest pod dostatkiem i można spacerkiem maszerować działając metodycznie i bez kompromisów .

Pozdrawiam MIKO

Offline DEX

  • Strażak Sam
  • *
  • Wiadomości: 492
Odp: Procedury w Ratownictwie Drogowym
« Odpowiedź #12 dnia: Kwiecień 22, 2008, 01:29:01 »
Nieczęsto tu zaglądam, ale lubię od czasu do czasu z tobą powymieniać poglądy.

Z @DEX wypada mi się zgodzić , dodał bym jeszcze pewnie kilka czy kilkanaście  zasad – procedur np. nie wkładaj nigdy głowy pomiędzy poduszkę ,a poszkodowanego do czasu zabezpieczenia jej itp. , kilka zasad jest trochę książkowych , ale np. w sprawie zamknięcia ruchu drogowego – również mam taką zasadę ale stosuję ją tylko do czasu , aż nie zlikwiduje zagrożeń – a przede wszystkim nie zostaną zabrani z miejsca zdarzenia wszyscy poszkodowani .

Tylko mi nie pisz, że swoje zasady sam wymyśliłeś. Każdy z nas czerpie swoją wiedzę z doświadczeń, filmów szkoleniowych, pozyskanych prezentacji, bywania tu i tam, podpatrywania innych, ale również z literatury fachowej. Każdy z nas przenosi tę wiedzę na własny grunt i adaptuje do własnych potrzeb, tworząc kanon postępowania w określonych sytuacjach – modyfikowany od czasu do czasu. Ciągłe uczenie się to nie żaden wstyd.
A z tym zamykaniem ruchu, to nie myślisz chyba, że zamykam go na wieki.

Pozdrawiam

Chciałem ci podesłać trochę filmów do twojej prezentacji, ale adres e-mail masz ukryty. A może już masz te filmy ?

Jeszcze raz Pozdrawiam

W pewnych kwestiach zgadza się z tobą, ale są i takie, w których mam odmienne zdanie.

Offline MIKO

  • Global Moderator
  • *
  • Wiadomości: 4.391
Odp: Procedury w Ratownictwie Drogowym
« Odpowiedź #13 dnia: Kwiecień 22, 2008, 08:14:24 »
Przecież napisałem,  że terminowałem, tylko problem w tym że w tej dziedzinie  nie w Polsce. I do dziś nie mogę zrozumieć , że 1000 km to całkowicie inne podejście do tematu .

Tak z ciekawostek , w ostatnich dniach prowadziłem kurs dla surowych dh z OSP z zakresu  ratownictwa technicznego . Większość , mimo że jest w straży kilkanaście lub kilkadziesiąt lat nigdy nie mieli rozpieraczy w ręce , nigdy nie jeździli do zdarzeń drogowych . Materiał teoretycznie fajny nie skażony bez nawyków , kilku jedynie po kursie ratowników KSRG . Mimo dużego wysiłku , prawie 30 godzin wykładów i  zajęć praktycznych –  odpalałem im nawet Airbag, pocięliśmy również kilka samochodów z zachowaniem zasad taktyki prowadzenia akcji,  mieli okazje w praktyce dodatkowo używać sprzętu  z SCRT, poduchy itd. itd. egzamin – porażka . Owszem zdali bo ciąć potrafili , ale żeby zorganizować akcję , wykonać wszystkie zadania w jakiejś logicznej całości i kolejności , to już było zadanie wykraczające poza ich zasięg .  Problem zaczynał się już z zrozumieniem założeń wydawanych przez egzaminatorów np. Jeśli  egzaminator podawał, że pojazd z jednej strony stoi oparty o ścianę niema dostępu – jak koń nauczony drogi do domu, właśnie z tej strony,  bo tam był poszkodowany, stabilizowali  pojazd , udzielali pomocy i cieli . Nie oduczono ich nawyku, którego w teorii nie mieli, mimo wielu powtórzeń na kursie,  że nie zaczyna się od chwytania narzędzi hydraulicznych i cięcia, powinien to być element akcji wdrożony w odpowiednim momencie po zrealizowaniu pewnych wcześniejszych elementów .  Jednemu zastępowi musieliśmy nawet przerwać założenie bo się zaczęli kłócić  między sobą jak ciąć samochód . 

Podsumowując udało się może nauczyć  strażaka manualnych czynności ratowniczych , jednak jako zespół dalej nic sobą nie reprezentowali , nie umieli złożyć tego i zorganizować w całość , mimo że mieli to wbijane do głowy. Potrafili niektórzy jednak  w swoim uwielbieniu udowadniać komisji że są po kursie medycznym , który zdali kilka dni temu i znają się najlepiej na tym zadaniu – na pewno lepiej od komisji . Mimo że jestem ochotnikiem od 25 lat , strach się bać jak zaczną teraz na wypadku udowadniać  PSP , że są po kursie ratownictwa technicznego i najlepiej umieją realizować zadania z tego zakresu .

Mimo że w dużej części popełniłem ten kurs jako wykładowca , z uporem maniaka tłumaczyłem i pokazywałem pewne mechanizmy ,w tym  że rozpieracz , czy nożyce to nie początek i nie koniec naszej akcji – porażka – w polskich realiach chyba nie do wytłumaczenia .
Nie wiem tylko w czym się różnią mentalnością strażacy np. Holenderscy gdzie idzie to wytłumaczyć i idzie się do tych zasad stosować  - chyba właśnie o mentalność i geny idzie, bo czasami brak mi innego wytłumaczenia .

Pozdrawiam MIKO

Offline DEX

  • Strażak Sam
  • *
  • Wiadomości: 492
Odp: Procedury w Ratownictwie Drogowym
« Odpowiedź #14 dnia: Kwiecień 22, 2008, 22:31:50 »
Terminowałem całkiem niedaleko. Lubię podpatrywać Niemców czy Belgów. Spokój, opanowanie, wszystko poukładane. Brak zbędnych ruchów. Dowodzący tylko jeden. On + jeden, robią rozpoznanie, on podejmuje decyzje, wydaje polecenia. Brak dyskusji. Tnie, np. dwóch, reszty to nie interesuje, odnoszą złom, przychodzą dopiero podczas wyciągania, wystarczy słowo.

1000 km dalej jak piszesz – każdy wie lepiej, dyskusje i krytykowanie trwa bez końca. W PSP nie jest tak źle, obowiązuje podległość służbowa. Gorzej z drugiej strony. Sam wiesz – masz w tym doświadczenie. Najgorsze jest to, że nie potrafią lub nie chcą słuchać, wiedzą lepiej. Skupiają się na czynnościach prostych, odrzucając myślenie – oczywiście nie wszyscy, ale większość. Tłumaczę, że do każdej akcji podchodzę jak by to było pierwszy raz, nie tnę dopóki nie zobaczę, dotknę, nie wsadzę ręki.

Taki kurs zakończyłem niedawno. Prowadziłem trochę zajęć. Przed egzaminem byłem i pytałem, czy coś jest niejasne, co wytłumaczyć, przełożyć na prosty język – wszyscy wszystko wiedzieli, poruszałem poszczególne kwestie wg programu, odpowiedź była tylko jedna – myśmy to mieli. Egzaminu ponad połowa nie powinna zaliczyć. Aparat ubrany szybko i sprawnie, pytam gotowy do wejścia, odpowiedź tak. Ile masz powietrza – cisza, sprawdziłeś czy działa II-gi stopień – nie wie co i gdzie to jest, sprawdziłeś maskę na szczelność – nie wie jak, ale jest gotowy. Akcja wcale nie mała, polecenie – prąd piany średniej i poszło – W 75, rozdzielacz, W 52, zasysacz, W 52, a końcu TurboSupon. Jak przy rzeczywistych działaniach pójdzie coś nie tak, kto winny d-ca tylko, że tego d-cy mało kto słucha. Najlepiej go później obsmarować anonimowo w Internecie bo się czepił.

Mentalność ? Raczej cecha narodowa, naleciałości historyczne, pospolite ruszenie, polska złota wolność – przecież nikt nie będzie im mówił co mają robić, oni wiedzą lepiej. Zasada jest jedna im młodszy i mniej doświadczony tym bardziej przemądrzały, wszechwiedzący i bezczelny. Takiego tupetu nawet ja nie mam chociaż wyciąłem w swoim życiu kilka setek nieżywych i dużo więcej rannych. Sam dobrze wiesz – małe czy lokalne i są problemy, a co dopiero średnie czy duże. Brak przestrzegania pewnych zasad – uznawanych nie wiem dlaczego za niepotrzebne. Królują schematy przeczytane na forum. Nikt się nie zastanawia, że czasami piszemy skrótowo i w domyśle, podając ogólny standard postępowania, a nie receptę na wszystko. Podobnie na forum. Temat i pytanie niby proste – jaki kolor są malowane samochody strażackie w Polsce – odpowiedź niby prosta ? Nie tak do końca. Bo się zaczyna – a jak będzie pomalowany w paski, ile pasków, a jak w kółka, a ile, pięć olimpijskich czy może więcej – trochę przejaskrawione, ale wiesz o co mi chodzi. Sam zwróciłeś uwagę na „a jak starczy czasu” to ?. A jak nie starczy tego czasu to co, pożaru nie ugasi, rannego nie uwolni. I co nam pozostało – szkolić, tłumaczyć, tłumaczyć, tłumaczyć, tłumaczyć i jeszcze raz tłumaczyć.

Niedługo mam drugi etap – już się szykuję i poprawiam prezentacje (może więcej obrazków i rysunków – jak nie myślenie to chociaż wyobraźnia niech zacznie pracować). Zobaczymy.
Niech nikt nie bierze tego do siebie – stwierdzenia są ogólne i nie dotyczą nikogo.

Pozdrawiam
W pewnych kwestiach zgadza się z tobą, ale są i takie, w których mam odmienne zdanie.

Offline Porta

  • VIP
  • *
  • Wiadomości: 1.713
  • Zgred
Odp: Procedury w Ratownictwie Drogowym
« Odpowiedź #15 dnia: Kwiecień 22, 2008, 23:03:01 »
DEX, masz 100% rację co do mentalności w naszych jednostkach - są starsi, mądrzejsi, co to nie oni - wydaje się im, że jak przez większość swojego strażackiego życia gasili pożary, to i przy zdarzeniu drogowym sobie znakomicie poradzą, nie potrzebują kursów. A młodzi? Młodzi także nie potrzebują, bo to kosztowne, a co będzie jak potem za granicę pojedzie? Pieniądze pójdą na marne.

Prawda jest taka, że jadąc do wypadku większość nie potrafi obsłużyć odpowiednio sprzętu, oczywiście jeśli taki posiada. Są jednostki bardzo mobilne, które dysponowane są na nie, tylko że ... No właśnie, nie ma o tym zielonego pojęcia. W tym wypadku modlić się można jedynie o szybki przyjazd PR, albo JRG - co na szczęście często się zdarza. Strach tylko pomyśleć co się stanie, gdy "wsparcie" nadejdzie za późno  - strach, panika, zgrzytanie zębami... W najgorszym wypadku wyniosą na widłach.

Świat schodzi na psy, jesteśmy zacofani wiele lat do tyłu od zachodnich przyjaciół, a tutaj w większości nic nie jest robione, aby sprostać tym nowym zagrożeniom - pożary zdarzają się dość rzadko, a i sztuka ich gaszenia nie jest zbytnio wymagająca. Pytanie tylko co z tym fantem zrobić? Dla ścisłości nie piszę o własnej jednostce, ale ogólnie przedstawiam sytuacje. Albo jest tak, że nie ma jak pozyskać odpowiednich funduszy, a chęci są... Bądź na odwrót. Dzięki Bogu istnieją ludzie tacy jak Wy, którzy chcą coś wbić komuś do rozumu, że tu nie o własną dumę chodzi, a o życie człowieka.

Ostatnio miałem dość nieciekawe zdarzenie, otóż młody strażak strasznie się uparł że jedzie na wypadek drogowy ponieważ był pierwszy. Doświadczenie zerowe, zapał wielkie, wręcz białe oczy. Nie miałem wyjścia, nie ja decyduje o składzie zastępu. Mało tego, mam te same szkolenia co On, choć 3 - letnie doświadczenie. Sami więc widzicie, że czasem ludzka głupota nawet w naszych szeregach nie zna granic. Szkoda tylko, że tego zapału nie wykorzystają na ćwiczeniach - bo ich nie ma.

Reasumując, procedury to, a życie tamto. Mało nam przykładów łamania zwykłych zasad BHP? Nie dbamy o swoje zdrowie, a co dopiero o czyjeś, gotów jesteśmy  się wykazać, choć - nie mamy o tym pojęcia.

Pytanie - Jak to zmienić, od czego zacząć?

Dlatego chce zorganizować u siebie ćwiczenia z ratownictwa drogowego, aby sprawdzić jak jesteśmy przygotowani do tego typu zdarzeń. Czy na ogół dobrzy strażacy wyróżniający się podczas akcji gaśniczych, podejdą tak samo trzeźwym umysłem. Czy osoby na ogół krzykliwe i "niby zdecydowane" zdadzą egzamin.

Chce pokazać, że ochotnicy to w większości ludzie dobrej woli, którzy poświęcają swoje życie idei - ratowania życia ludzkiego. I tego winniśmy się uczyć, walczyć o życie zaciekle w każdych warunkach, wiedząc że bez kolegi obok sobie nie poradzimy.

Myślę o wypadku dwóch aut, jeden na dachu - 4 poszkodowanych, na miejscu dwa zastępy GBA. Ciekawe jak sobie poradzą chłopaki z wolnej ręki.
Aktualności, artykuły, społeczność: www.Remiza.pl
Sklep pożarniczy - www.sklep.remiza.pl

Offline MIKO

  • Global Moderator
  • *
  • Wiadomości: 4.391
Odp: Procedury w Ratownictwie Drogowym
« Odpowiedź #16 dnia: Kwiecień 22, 2008, 23:37:46 »
Zrobiłem już kilka II i I teraz również prowadzę cały podstawowy mam chłopaków z GPR OSP którzy węży nie widzieli  – to jednak nie to samo , co ratownictwo techniczne . Tu mimo naprawdę zaangażowania zostałem pokonany ambicjonalnie .  Liczyłem że uda mi się więcej przekazać – wbić do makówek ale na egzaminie – zresztą byłem nieszczęśliwie jednym z egzaminatorów się to trochę rozjechało .
Ale twoje spostrzeżenia  DEX są bardzo słuszne i zbieżne z moimi

Co do ćwiczeń , manewrów @porta jest potrzebna dobra kadra , pewnie oceniająca wykonane założenia .  I tu w wielu przypadkach jest problem – że w OSP czy czasem również  w PSP dowódca sekcji , zastępu , zmiany czy JRG to nie zawsze ta osoba . Choć znam wielu naprawdę dobrych fachowców.  Dlatego by twoje ćwiczenia miały sens musisz poszukać tego fachmana bo inaczej możesz ćwiczyć w nieświadomości popełnianych błędów .

Pozdrawiam MIKO

Offline DEX

  • Strażak Sam
  • *
  • Wiadomości: 492
Odp: Procedury w Ratownictwie Drogowym
« Odpowiedź #17 dnia: Kwiecień 22, 2008, 23:56:09 »
Jak nie przygotujesz ćwiczeń, a pójdą „z wolnej ręki”, to raczej będziesz miał bałagan i niewiele z tego wyniosą. Ciąć można nauczyć szybko, kwestia przyłożenia i miejsc, w których trzeba to robić. Większym problemem jest to co pisał MIKO, przeprowadzenie działań mówiąc umownie z „wyłączeniem” elementu cięcia, czy rozpierania. Dojazd, ustawienie pojazdów ratowniczych, podział ról, oznakowanie miejsca, dobre rozpoznanie żeby nie ciąć bezsensownie, podanie informacji, odpowiednia stabilizacja, założenie dostosowane do posiadanego sprzętu (są to ćwiczenia, czyli nauka), dopiero zabawa z hydrauliką, a jak trzeba i pneumatyką, oraz RM, znowu podanie informacji i sporządzenie dokumentacji – jaka, po co, dlaczego. Odpowiedni dobór pozorantów – zachowanie odpowiednie do obrażeń. To nie mniej istotne elementy działań.

Taki przykład; ćwiczenia, pozoranci z PCK, dziewczyna ze stałym elementem wbitym w klatkę piersiową – zachowanie – wrzeszczy jak by się oparzyła garnkiem z gorącą wodą. Widzom takie aktorstwo pasuje, ratowników irytuje.

„z wolnej ręki” to ci potną zanim ich wyhamujesz, a jak będziesz miał tylko dwa, to już ćwiczeń nie powtórzysz. Życzę powodzenia.

Pozdrawiam
W pewnych kwestiach zgadza się z tobą, ale są i takie, w których mam odmienne zdanie.

Offline MIKO

  • Global Moderator
  • *
  • Wiadomości: 4.391
Odp: Procedury w Ratownictwie Drogowym
« Odpowiedź #18 dnia: Kwiecień 23, 2008, 00:11:47 »
Przypomniały mi się takie duże manewry OSP na terenie poligonu SAP w Poznaniu . W Pyrlandi miało miejsce kilka zdarzeń jednocześnie . Akurat dowodziłem trzema zastępami tworząc odcinek bojowy jako pierwsze zdarzenie miałem trzy samochody, które uległy wypadkowi . Pozoranci kadeci z SAP . Na jednego w samochodzie po dachowaniu musieliśmy poczekać by go ewakuować  , bo nie miał czasu dla nas musiał porozmawiać przez telefon , drugi na kartce miał napisane uraz klatki piersiowej  odma , ale pytany o problemy w oddychaniu , bule z zadowoleniem odpowiadał że czuje się ok. tylko noga mu ścierpła w tej pozycji  ^_^

Pozdrawiam MIKO

Offline Porta

  • VIP
  • *
  • Wiadomości: 1.713
  • Zgred
Odp: Procedury w Ratownictwie Drogowym
« Odpowiedź #19 dnia: Kwiecień 23, 2008, 00:22:09 »
No to Miko nieźle tam śmiechu mieliście.

Schodząc z tematu ... Wiem DEX, że trzeba mieć założenia, że nie po to organizowane są takie ćwiczenia, aby tylko pociąć i pójść do domu. Do tego są potrzebni pozoranci, konspekt/założenia ćwiczeń. Myślę że z pomocą dowódcy miejscowej JRG uda mi się to zorganizować.

Na sam początek, zanim odbędą się jakiekolwiek manewry w tym temacie, należałoby ich nauczyć podstaw. W tym celu zacząłem powolutku coś organizować - mam nadzieję że się uda!
Aktualności, artykuły, społeczność: www.Remiza.pl
Sklep pożarniczy - www.sklep.remiza.pl

Offline DEX

  • Strażak Sam
  • *
  • Wiadomości: 492
Odp: Procedury w Ratownictwie Drogowym
« Odpowiedź #20 dnia: Kwiecień 23, 2008, 00:38:16 »
Myślę że z pomocą dowódcy miejscowej JRG uda mi się to zorganizować.

Jak znasz chłopaków, to na pewno ci pomogą, możesz nawet zaprosić do ćwiczeń jeden zastęp od nich. Od nas też przychodzą, umawiamy się, np. w soboty na ćwiczenia, to tylko dwie trzy godziny z wolnego. Ochotnicy wtedy mają czas, a i czasem zastęp pojedzie od nas. Chłopcy z PSP też nie mają gdzie ćwiczyć, ile tych wraków można wyciągnąć ze złomu, a kadra też się wymienia.

Pozdrawiam
W pewnych kwestiach zgadza się z tobą, ale są i takie, w których mam odmienne zdanie.