Autor Wątek: głowa, deska & przypinanie pasami...  (Przeczytany 1558 razy)

Offline emer

  • Weteran
  • *
  • Wiadomości: 977
  • Płeć: Mężczyzna
głowa, deska & przypinanie pasami...
« dnia: Październik 24, 2007, 20:13:16 »
Mam takie pytanko, i liczę tu na ignacego że coś podpowie, a mianowicie starałem sie doszukać w jakiejś procedurze tudzież w objaśnieniach jak powinien wyglądać ciąg postępowania podczas stabilizacji i przypinania poszkodowanego na desce. Ostatnio podczas jednego z kursów przypominających (recertyfikacji) pani ratowniczka medyczna stanowczo powiedziała, iż "Zawsze" najpierw przypinamy(klocki paski) głowę następnie resztę pasów, no powiem że troszkę mnie to zastanowiło bo o ile sobie dobrze przypominam jak mnie uczono że głowę powinno się stabilizować na końcu z powodu np. wymiocin czy ew. przesunięcia poszkodowanego.
Dziś razem z bulonem próbowaliśmy odszukać w przepisach dot. ksrg (bo to nas obowiązuje) ale niestety jakoś nie mogliśmy jednoznacznie stwierdzić jak i czy gdzieś jest unormowany tok postępowania.

Pozdrawiam

Offline MIKO

  • Global Moderator
  • *
  • Wiadomości: 4.171
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: głowa, deska & przypinanie pasami...
« Odpowiedź #1 dnia: Październik 24, 2007, 20:49:27 »
Jak masz pytanie do Ignacego to mu zadaj je na PV  ^_^

Dyskusja co prawda jest o niczym , bo wszystko zależy od sytuacji , często głowy w ogóle się nie stabilizuje klockami , lub robi to w sposób niestandardowy . Np. głowa skręcona na bok , lub wcześniejsze unieruchomienie poszkodowanego na KED – w większości desek paski są za krótkie i się po prostu nie da wykonać, muszą być przerobione paski lub trzeba stabilizować plastrem . 

Fakt , jak zabezpieczysz głowę masz jednego ratownika w plusie , który pracował za klocki do tego momentu .   

Moment przypinania poszkodowanego do deski w przypadku wymiotów jest bardzo nieszczęśliwy . I każde rozwiązanie poza stanem przypięty , nie przypięty niesie dużo problemów . Ale wolał by mieć poszkodowanego w takiej sytuacji przypiętego pasami , a ustabilizować głowę przy obracaniu ręcznie . Tak mi się wydaje bo nigdy tak naprawdę się nad tym nie zastanawiałem . U nas z reguły unieruchamiają na desce jednocześnie 2-3 ratownicy i każdy robi swoje , ale zaczynamy od przyłożenia klocków .   

Podejrzewam że metodyka którą posługiwała się Pani Ratownik , choć chyba nie świadomie , jak Ci nie wytłumaczył powodów takiej kolejności , było dążenie do dopasowania głowy do klocków , jak przypniesz poszkodowanego , nie wykonasz już poprawek : poszkodowany za nisko , poszkodowany za wysoko . Tylko takie sprawdzenie nie musi się równać z przypięciem , a jedynie z przyłożeniem klocków .

Na pewno Ignacy się wypowie i ewentualnie mnie poprawi . :rolleyes:

Pozdrawiam MIKO         

Offline emer

  • Weteran
  • *
  • Wiadomości: 977
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: głowa, deska & przypinanie pasami...
« Odpowiedź #2 dnia: Październik 24, 2007, 20:54:59 »
jak piszesz ze dyskusja jest o niczym, to nie zrozumiałes pytania, wiec sie nie wysilaj, a jak bede chiał komus zadac pytanie na pv to to zrobie i obejdzie sie bez podpowiedzi

Offline ignacy b

  • Weteran
  • *
  • Wiadomości: 701
Odp: głowa, deska & przypinanie pasami...
« Odpowiedź #3 dnia: Październik 24, 2007, 22:10:36 »
Odpowiadam:
1/. Na poziomie dyskusji na tym forum można i trzeba powiedzieć, że oczywiście wszystko zależy od sytuacji - obecni tu doświadczeni zawodowcy wiedzą, że regułki stanowią dobrą podstawę do twórczej improwizacji i nie więcej. Trzeba je znać, ale nie być niewolnikiem (jest to tochę problem ratowników medycznych jeżdżących w podstawowych zespołach rat med)
2/. Ogólna zasada jest taka, jaką zacytował emer - rzeczywiście głownie chodzi o wymioty, ale też o ryzyko róznych ruchów poszkodowanego i noszy - lepiej mieć najpierw przymocowaną większą masę i "luźną" głowę, niż odwrotnie
3/. Dokładne i troskliwe układanie poszkodowanego na noszach, aby głowa trafiła we właściwe miejsce, zmniejsza ryzyko i konieczność późniejszych przemieszczeń. Niestety w ciągu kilku ostatnich ćwiczeń 4 razy na 10 trzeba było poprawiać ułożenie poszkodowanego
4/. Zagadnienie należy do praktyki ratowniczej i nie jest opisane w przepisach, powinno być jednak ujęte w procesie szkolenia i doskonalenia zawodowego w ksrg
5/. Zagadnienie należy do praktyki ratowniczej i nie jest opisane w przepisach, nie zawsze jest  ujęte w procesie szkolenia i doskonalenia zawodowego zespołów ratownictwa medycznego - czasami pojawiają się konflikty...
6/. Przepraszam, że przypominam - minimum 4 pasy i nie wleką się po podłożu, nogami naprzód.....

Offline MIKO

  • Global Moderator
  • *
  • Wiadomości: 4.171
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: głowa, deska & przypinanie pasami...
« Odpowiedź #4 dnia: Październik 24, 2007, 22:32:12 »
Jak Cię uraziłem to przepraszam ale zacząłem tak jak Ty , a w sumie stanąłem po twojej stronie - najpierw pasy . 

Pod drugie jak Ci wykładowca coś mówił z czym się nie zgadzasz trzeb było pytać o powody

Po trzecie udzieliłem Ci dla mnie możliwie najlogiczniejszej odpowiedzi czym się Pani Ratownik kierowała .

Po czwarte pytałem jeszcze przed chwilą kolegów RM , którzy uczą na różnych kurach , między innymi BTLS i KSRG – było tyle odpowiedzi co możliwości
.
Po piąte sam sobie zaprzeczasz powołując się na wymioty i ewentualne dopasowywanie poszkodowanego . Jak pewnie wiesz przesuwanie robi się ruchami wzdłuż osi ciała , więc obojętnie co najpierw założysz to i tak będzie to Ci przeszkadzać tak samo jak przy wymiotach .   
 
Po szóste na polu walki ulicznej , nigdy nie ma słowa „Zawsze” prędzej „należy dążyć” , „powinno się” mnogość przypadków uniemożliwi takie twierdzenie , dla tego dyskusja trochę o niczym . Podam Ci przykład : miałem kilkanaście dni temu motocyklistę po zderzeniu z samochodem osobowy przy 160 km/h . Miał tyle urazów , że łatwiej powiedzieć co było w całości . Do tego był pijany i tak pobudzony że 6 strażaków go trzymało – może inaczej próbowało bo wszystko za co chwycili się ruszało . Na twarzy nie została chyba jedna cała kostka, pomijam że zalewał nam się krwią w jamie ustnej. Akurat pozbieraliśmy go do materaca próżniowego , ale gdybym miał to robić na desce , nie wiem jak bym go ustabilizował , bo nie było o co , a rzucając się , pogłębiał by tylko urazy . Kości policzkowe , skroniowe , szczęka - pogruchotana , i cała prawa strona łącznie z miednicą. I przyjmiesz zasadę że „zawsze” , poszkodowany zjadł by Pani Ratownik te klocki i paski od stabilizacji głowy , jak by mu założył je przed wyciszeniem , jak by w ogóle jej się to udało . O dziwo przeżył , jeśli można nazwać to życiem .   

Dlatego „Zawsze” należy tylko myśleć .  A najprościej się stabilizuje pozorantów na kursie , często przebiega to trochę inaczej na ulicy , dlatego uznałem że dyskusja trochę o niczym ,  pomimo faktu że Ignacy mnie za to stwierdzenie trochę pewnie objedzie .

Pozdrawiam MIKO

PS.  Widzę że się nałożyłem z Ignacym w trakcie pisania , więc wszystko jasne 
« Ostatnia zmiana: Październik 24, 2007, 22:34:41 wysłana przez MIKO »