Po szybkiej lekturze projektu można stwierdzić że nic przełomowego (innego niż wynikało z wcześniejszych doniesień) się w nim nie pokazało. Czyli mamy zasadniczo kwotę zależną od mnożnika lokalizacyjnego (teraz będzie wojna gdzie jaki mnożnik dać, no ale zarządy zz nie muszą się martwić – wiadomo że dostaną najwyższą warszawską stawkę – jeszcze raz szacunek za dbanie o własne interesy, podkreślę – własne, nie swoich członków, jak to jeden z czołowych forumowiczów lubi podkreślać) oraz ryczałtową dojazdówkę (dobrze że w ogóle jest bo na miejscu decydentów, czytając niektóre wpisy z tego forum, to bym ją uciął – tak dla opamiętania się). Nie mamy odprawy, czyli jak na razie, jednak nie mamy takiego systemu jak w wojsku jak błędnie informowali decydenci – szkoda, no ale trudno, może z czasem się to zmieni. W sumie zmiany korzystne, ale źle że kosztem podwyżek i innych postulatów o których była mowa przy „proteście”. Jak na razie wygląda że rząd ograł zz nie pierwszy już raz i zapewne nie ostatni. Niestety kolejny już raz idziemy w dodatki, które nie utrwalają się. Dodatki te na pewno przekonają pewną grupę osób do dłuższego przebywania w służbie, co niekoniecznie będzie dla służby korzystne, ale finansowo na pewno budżet będzie mniej obciążony niż w przypadku podwyżek w grupach/stopniach.