Autor Wątek: Pożar w Escape Room  (Przeczytany 8676 razy)

Offline Eqinox

  • VIP
  • *
  • Wiadomości: 5.950
Odp: Pożar w Escape Room
« Odpowiedź #20 dnia: Styczeń 03, 2020, 20:43:19 »
Wiemy coś więcej odnośnie zarzutów z naszej strażackiej strony?
Bo te komentarze, że straż powinna staranować ścianę...
Ty a czemu nie? Przecież mamy na wyposażeniu nowoczesne czołgi pożarnicze sam widziałem w jednym filmie dokumentalnym jak czołg o numerze taktycznym 102 i imieniu RUDY taranował ściany. 
« Ostatnia zmiana: Styczeń 03, 2020, 20:46:51 wysłana przez Eqinox »

Offline fire45

  • Strażak Sam
  • *
  • Wiadomości: 392
  • Nie ma miękkiej gry!
Odp: Pożar w Escape Room
« Odpowiedź #21 dnia: Styczeń 03, 2020, 21:33:12 »
Wiemy coś więcej odnośnie zarzutów z naszej strażackiej strony?
Bo te komentarze, że straż powinna staranować ścianę...
Ty a czemu nie? Przecież mamy na wyposażeniu nowoczesne czołgi pożarnicze sam widziałem w jednym filmie dokumentalnym jak czołg o numerze taktycznym 102 i imieniu RUDY taranował ściany.
Przestań bo zaraz co druga OSP z 266 będzie chciała pokazać na co go stać.  :rofl:

Offline Łukasz Telus

  • Weteran
  • *
  • Wiadomości: 926
  • Płeć: Mężczyzna
    • www.lukasz-telus.com
Odp: Pożar w Escape Room
« Odpowiedź #22 dnia: Wrzesień 29, 2020, 21:44:40 »
RODZICE NASTOLATEK, KTÓRE ZGINĘŁY W ESCAPE ROOMIE PRZERYWAJĄ MILCZENIE. „NIEZABEZPIECZONY MONITORING. DOWODÓW SZUKALIŚMY NA ŚMIETNIKU”

Cytuj
- Dzieliliśmy się swoimi spostrzeżeniami na temat działań medyków i strażaków z prokuraturą. Pierwsze słowa, jakie usłyszałem od pani prokurator: „Panie Pawlak, strażacy i medycy perfekcyjnie wykonali swoją pracę”. Pytam: „Na jakiej podstawie pani tak sądzi?”. „Bo tak zazwyczaj działają” – przywołuje Jarosław Pawlak.

- Na miejscu nie było więcej niż 15 strażaków i to licząc wszystkich, którzy dojechali w dwóch turach. W pierwszej turze, jeżeli dobrze pamiętam, było ich bodajże ośmiu – mówi ojciec Wiktorii.

- Ktoś dostał w zgłoszeniu, że minimum cztery osoby są zamknięte w płonącym budynku. Myślę, że w takich sytuacjach od razu powinno wysyłać się wszystko, co się ma. A przyjeżdża ośmiu strażaków, gdzie pięciu zadysponowanych jest do obsługi sprzętu, a tak naprawdę ratuje trzech, może dwóch – mówi Sławomir Wieczorek.

- W tym czasie, ani w Koszalinie, ani rejonie nie działo się nic, co by wymuszało wysyłanie jednostek ratownictwa gaśniczego do innego zdarzenia. Moim zdaniem była to niewystarczająca ilość środków do tego, aby skutecznie przeprowadzić działania ratowniczo-gaśnicze. Chyba, że chodziło o ugaszenie pożaru, a nie uratowanie osób, które się tam znajdowały – dodaje Pietras.

Pierwsze wozy gaśnicze przyjechały na miejsce o 17.21. Wejście do escape roomu i pomieszczenie od frontu stały w ogniu, dziewczynki znajdowały się w sali z tyłu budynku. Można było próbować dotrzeć tam przez inny pokój, w którym ognia nie było. Tych informacji strażacy jednak nie mieli i zanim zorientowali się, jak wygląda wnętrze budynku, i opanowali ogień, cenny czas uciekał. Do uwięzionych dziewczynek dotarli po kilkunastu minutach.

- Dlaczego nikt nie zapytał tego człowieka [z obsługi escape roomu], gdzie są dzieci, w którym pomieszczeniu, żeby pokazał palcem. To się wydaje tak oczywiste - ubolewa Artur Barabas, ojciec Karoliny.

- Są słowa świadków, którzy mówią, że akcja była kompletnie nieudolna, że stojący z boku ludzie krzyczeli, żeby zaczęli się ruszać. Było mnóstwo możliwości dotarcia do dzieci, bardzo szybko. To nie był żaden labirynt, jak komunikowano w mediach. Wręcz przeciwnie, dziewczynki znajdowały się 2,7 metra od okna – wskazuje ojciec Julki.

- Tu na pewno popełniono błąd. Na pewno osoba, która była za to odpowiedzialna, albo nie wykazała się doświadczeniem, albo kompetencją. Skupiono się na ugaszeniu ognia – uważa Artur Barabas.

- A te sekundy, czy minuty mogły decydować o życiu naszych dzieci – dodaje Anna Barabas.

- Zabrakło, tak naprawdę takiego bohatera, który chciałby pomóc – uzupełnia Wieczorek.