Autor Wątek: Przekazanie Dowodzenia  (Przeczytany 7907 razy)

Offline pagon

  • Stary Wyga
  • *
  • Wiadomości: 188
Przekazanie Dowodzenia
« Odpowiedź #20 dnia: Sierpień 31, 2005, 18:28:14 »
Gorex chyba odwrotnie.
Dowódca JRG (kierownik) może a oficer operacyjny KW (jako osoba wyznaczona przez Komendanta) musi!!!
Grupa operacyjna a oficer operacyjny to zupełnie co innego, przynajmniej u mnie. Grupa operacyjna to zespół ludzi który jest organem doradzczym dowódcy. Coś jakby sztab. Przy dużych zdarzeniach jest wzywana grupa która ma m.in. za zadanie pobranie danych z których robi się np. analizy (w większości w skład grupy wchodzą funkcjonariusze wydziału operacyjnego).

Ale ja jeszcze raz powtórzę pytanie bo ciągle nie znam na nie odpowiedzi i nikt nie potrafi mi na nie odpowiedziec:

"Kto kieruje działaniami, jest "wyżej" w hierarchi: kierujący akcją dowódca JRG czy przybywający na miejsce oficer operacyjny KW (nota bene osoba wyznaczona przez Komendanta Wojewódzkiego)? Czy operacyjny KW może przejąc dowodzenie od dowodcy JRG, czy nie może bo ma mniejsze uprawnienia?"

straz98

  • Gość
Przekazanie Dowodzenia
« Odpowiedź #21 dnia: Sierpień 31, 2005, 19:13:43 »
Koledzy, proponuję sięgnąć do rozporządzenia o KSRG. Niestety w sprawie dowodzenia przepisy dobrze skomplikowały zagadnienie. Tak naprawdę to przedstawiciel KW nie przejmuje dowodzenia od dowódcy, ponieważ d-ca jrg zobowiązany jest przejmować dowodzenie na szczeblu taktycznym a oficer KW na szczeblu strategicznym. Dowodzenie strategiczne według przepisu nie zwalnia z taktycznego. Tak więc oficer kw opracowuje strategię jak prowadzić działania, natomiast dowódca określa szczegółową taktykę jej realizacji, natomiast np. d-ca zmiany kieruje bezpośrednio realizacją tej taktyki czyli dowodzi na poziomie interwencyjnym. Nieźle zamieszane, ale niestety tak jest. Co do kwalifikacji do przejmowania dowodzenia (tych faktycznych) to temat rzeka i jest tu nieciekawie w przypadku wszystkich strażaków, którzy nie odsłużyli swojego w JRG. Bo tak naprawdę to chyba nikt z komendy, którejkolwiek, nie poprowadzi mniejszyh działań lepiej od d-cy zmiany, a większych od d-cy JRG. Są penie wyjątki ale nie częste. A niestety w grupach operacyjnych zazwyczaj są ludzie którzy działanie straży to ostatnie ileś razy w telewizji tylko oglądali.

Offline keram998

  • Bywalec
  • *
  • Wiadomości: 45
Przekazanie Dowodzenia
« Odpowiedź #22 dnia: Wrzesień 02, 2005, 18:47:04 »
Mam pytanie ?
Dyżur domowy może wynosić 7 dni w m -cu dla d-ców JRG , kto dowodzi w Waszych jednostkach w pozostałe dni.

Offline pszemek

  • Strażak Sam
  • *
  • Wiadomości: 421
  • Płeć: Mężczyzna
Przekazanie Dowodzenia
« Odpowiedź #23 dnia: Wrzesień 13, 2005, 23:24:00 »
Jeszcze pare przemysleń w ramach tego wątku

W straży pożarnej państwowej obok siebie funkcjonują dwa modele organizacyjne:

Pierwszy dotyczący działań operacyjnych w większości akcji ratowniczych (do 1 kompanii)  jest w zasadzie praktycznym modelem, nowoczesnym i sprawnym. Do minimum spłaszcza strukturę, powodując szybkie, kompetentne i spersonalizowane realizowanie czynności.

Drugi model jest typowym biurokratycznym, przestarzałym molochem funkcjonującym w ramach administracji komend. Charakteryzuje się strzelistą strukturą o kształcie piramidy, jest zaprzeczeniem wszelkich nowoczesnych modeli organizacyjnych.

Otóż problem wygląda tak, że przy większych akcjach model biurokratyczny zaczyna funkcjonować w ramach działań operacyjnych i stąd cały zbiór problemów. Żeby posłużyć się przykładem wystarczy zastanowić się dlaczego dowódca akcji, który uporał się z pożarem mieszkania w 4 godziny, nie może tygodniami załatwić np. wkładu do długopisu. Ano nic dziwnego to typowa przywara hierarchii.
Tak też należy patrzeć na wprowadzone rozporządzeniem o KSRG kolejne szczeble dowódcze (taktyczny i strategiczny). O ile nieźle prezentują się na schematach, to w praktyce niszczą najważniejsze cechy sprawnego działania. Pytanie podstawowe dlaczego do licha nie przekazać całej akcji dowodzącemu na szczeblu taktycznym jeśli taki powstanie. Zobaczmy na obowiązki, ponad połowa z nich bezpośrednio wpływa na działania operacyjne. Wobec tego jak ma wyglądać dowodzenie operacyjne (z którego nikt nie zwolnił dowódcy, w tym z szeregu odpowiedzialności a tu już nie są żarty), jeśli jego działania ściśle korespondują ze szczeblem taktycznym. Problem staje się jeszcze większy gdy pojawia się szczebel strategiczny.

Wśród operacyjnej kadry dowódczej straży pożarnej najlepsza, najważniejsza i najbardziej kompetentana jest i zawsze będzie ta ze średniego szczebla. Dowódcy zmian, jednostek to najlepsi ludzie w całej straży. Są organizacyjnym pośrednikiem pomiędzy strażakami - bo wiedzą o nich najwięcej, mając stałą styczność, a wyższym szczeblem organizacyjnym komend, bo są odbiorcami sygnałów 'z góry'. Gdyby lampasy i dystynkcje były na rzepy, to powinien w czasie akcji istnieć specjalny dyskretny stolik na którym wszyscy dowódcy zostawialiby swoje atrybuty i artefakty, tak by rozwiązywać problemy jak równy  z równym. Wtedy okazałoby się, jak ogromna przepaść dzieli dowódców operacyjnych i tych przywiezionych z komend. I to jest w zasadzie zrozumiałe. Komendanci wyznaczani do roli koordynatorów nie boksują się z działaniami operacyjnymi, noszą własne krzyże funkcji administracyjnych.

Uważam, że wielką krzywdą jest takie formułowanie dowodzenia, jaka jest zapisana w KSRG. Pisali ją biurokraci (chyba że geniusze), dla których ta sfera to SF . Jednak brak jakiejkolwiek woli do zweryfikowania zapisów to już ciężko inaczej tłumaczyć jak niekompetencja. W rzeczywistości mamy sytuację, gdy prawdziwe działania są sztucznie ubierane w organizacyjny bubel. Tak naprawdę przepisy opisują swoją bajkę, życie pisze własną, dobrze gdy komendant powiatowy przyjedzie do akcji, pokręci się, pośle rzecznika, zajrzy pod samochód i łyknie trochę obserwacji, ale nie będzie zbytnio się wtrącał. Gorzej jak przypomni sobie 'jak to ma być' i zacznie dyrygować. Wtedy grozi paraliż decyzyjny. Dowódca operacyjny nie zareaguje odpowiednio szybko, jeśli każdej zmiany zamiaru taktycznego nie przedyskutuje i nie przekaże do wyższego szczebla. Jak dołożymy do tego sposób komunikacji czyli droga radiowa, oparta na zdawkowych opisach słownych mamy gotową tragedię. To obraz klinczu, gdzie taktycznemu/strategicznemu 'coś się wydaje', oparacyjny zamiast dowodzić 'obrazuje' swoje spostrzeżena, razem bez siebie nie są w stanie reagować równie skutecznie co 1 prawdziwy dowódca.

Będę znowu oskarżany o sympatie, ale napiszę: wydawane, sygnowane logiem NFPA, współczesne podręczniki amerykańskie bez ogródek zajmują się problemem dowódców "wyższego szczebla", jasno i wyraźnie piszą, że akcja ratownicza to nie czas na honory i meldunki, każdą osobę która tak postępuje trzeba traktować jak treędowatego, izolować i unikać, bo realnie szkodzi i podwyższa zagrożenie.


Na koniec jeszcze kilka zdań o sztabie:
W zasadzie sztaby- stary wojskowy zwyczaj to ubogi kuzyn pomysłu na tzw. metodę 'burzy mózgów'. Z uwagi na budowę gorzej się tego nie da zorganizować, jak od zawsze uprawia się w wojsku, policji, straży. Z racji tego, że bezpośrednio stykają się tam osoby zależne służbowo, efektywność tych ciał jest bardzo wątpliwa. Nie ma to jak toczący wściekłym wzrokiem po podwładnych komendant wojewódzki. Typowym efektem działania jest tzw. syndrom grupowego myślenia. Oto mały cytat z wikipedii:

Powszechnie uważa się, że myślenie grupy zapewnia lepsze rezultaty, gdyż kumulacja wiedzy i doświadczenia zapobiega pomyłkom i prowadzi do optymalnego rozwiązania problemu, gdyż każdy z uczestników takiego myślenia wnosi twórczy osobisty wkład, pozwalający na trzeźwą i wielostronną ocenę sytuacji oraz podjęcie właściwej decyzji.

Okazuje się jednak - i to bardzo często - że inteligencja grupy wcale nie przewyższa inteligencji jej poszczególnych członków; że decyzje rozmaitych komitetów czy komisji są wyjątkowo nietrafne i byłoby lepiej gdyby były one podejmowane przez pojedyncze osoby. Zespół bowiem ulega złudzeniu co do swojej nieomylności i wyższości intelektualnej, przy czym złudzenie to jest tym silniejsze, im wyższy jest status społeczny każdego z uczestników, im wyższym dyplomem może się on legitymować i im większy jest poziom wewnętrznej spójności grupy. Istnieje wiele czynników, które powodują, że grupa podejmuje często gorsze jakościowo decyzje o większym poziomie ryzyka. Czynniki te składają się na tzw. syndrom grupowego myślenia.

Więcej na ten temat tutaj.

Niestety nie znalazłem opracowań dotyczących dużych akcji w naszym kraju, zajmujących się krytycznym spojrzeniem na spowolnienie procesu decyzyjnego, przekłamanie informacyjne, rozmycie kompetencji. Jeśli ktoś ma własne spostrzeżenia proszę o uwagi. Myślę, że wiele błędów można było opisać i wyciągać wnioski.
Każde społeczeństwo, które oddałoby trochę wolności żeby zyskać trochę bezpieczeństwa, nie zasługuje na żadne z nich i straci obydwa
Benjamin Franklin

Fałszywe kłamstwa - Foo Fighters

Offline Witold

  • VIP
  • *
  • Wiadomości: 1.569
  • Płeć: Mężczyzna
  • Ratowanie strażaków przez strażaków
    • http://grupaszybkiegoreagowania.strefa.pl
Przekazanie Dowodzenia
« Odpowiedź #24 dnia: Wrzesień 16, 2005, 23:34:17 »
Apropo syndromu grupowego myślenia nasuwa mi się cytat z "Drugiej Wojny Światowej" Winstona Churchill'a (Tom I, Księga 2, str. 201):

Cytuj
Doprawdy trudno znaleźć bardziej dosadny przykład głupoty, jaką jest prowadzenie wojny przy pomocy komitetu czy komitetów.

Witek

Do pobrania za darmo: KSIĄŻKA pt."Podstawy zabezpieczenia i ratowania strażaków podczas wewnętrznych działań gaśniczych" + prezentacje do każdego rozdziału do pobrania!
Pobierz tutaj: sapsp.pl