Per analogiam strażak jest zobowiązany co najmniej tydzień (lub 3 dni w zależności od komendy) powiadomić przełożonego, że ma zamiar iść na L4.
Głupota w czystej postaci.
Wypada powiadomić o donacji, ale tylko po to, żeby dowódca JRG mógł kogoś ściągnąć. Powtorzę: wypada. Bo tak robią przyzwoici ludzie.
Człowiek nieprzyzwoity nikogo nie powiadamia, tylko na następną służbę przynosi kwit z RCKiK.
Czy można go za to ukarać?
Inny przykład:
Strażak kawaler (rozwodnik), który mieszka sam, ulega wypadkowi, w którym traci przytomność. Jego telefon został zniszczony, nikt się nie dodzwoni - kto powiadomi przełożonego o wypadku?
Strażak po dwóch dniach (albo i sześciu) odzyskuje przytomność i powiadamia przełożonego o zdarzeniu.
Czy jego też można ukarać?
I jak tu wcześniej padło: Jedna formacja, a milion pomysłów.
To samo z mieszkaniówką i dojazdami - a jak naliczać, a jak potrącać?
Co komenda, to inne pomysły.